Zamach na Króla

Pod koniec 1620 r. szlachcic sandomierski Michał Piekarski dokonał jedynej w historii Polski próby królobójstwa.

 

 

Fatalny początek

Urodził się w rodzinnym majątku w Binkowicach (dzisiejsze województwo świętokrzyskie), gdzie spędził dzieciństwo i młodość. Wcześnie osierocony przez ojca, został właścicielem włości razem z dwiema siostrami. Faktyczną władzę nad majątkiem sprawował mąż jednej z sióstr, Barbary – Jan Płaza, wielkorządca[1] krakowski.

 W młodości Piekarski uległ poważnemu wypadkowi, w trakcie którego doznał urazu głowy. Było to przyczyną kłopotów neurologicznych i pogłębiających się z wiekiem zaburzeń na tle psychicznym. Określano go jako „dziwaka, melankolika i furyata wielkiego”. Zestawienie tych cech, czyli stanów depresyjnych z atakami agresji, może świadczyć o zaburzeniach z grupy psychoz. To właśnie te okoliczności stały się przesłanką do ubezwłasnowolnienia młodego szlachcica, o które starali się jego dwaj szwagrowie: Erazm Domaszewski i wspomniany Jan Płaza. Zresztą to właśnie w Krakowie, w gościnie u tego ostatniego krewnego, Michał Piekarski – w ataku szału – zabił nadwornego kucharza. Później wielokrotnie atakował – i to bynajmniej nie słownie – inne osoby, które przebywały na zamku. Szwagrowie bez trudu uzyskali kuratelę nad porywczym młodzieńcem, a ponieważ jego stan psychiczny nie ulegał poprawie – do grona opiekunów dołączano kolejne osoby. W krytycznym 1620 r. było ich aż pięć. Piekarski miał świadomość, że pozbawiono go majątku, a jego los zależny jest od bliższych i dalszych krewnych, którzy zbytnio nie troszczyli się o niego. Winą o taki stan rzeczy obarczał króla Zygmunta III Wazę, którego podpis widniał na wszystkich dokumentach w jego sprawie. Dodatkowym czynnikiem niesprzyjającym było antykrólewskie nastawienie, które zarówno na krakowskim dworze, jak i w całej Małopolsce było mocno wyczuwalne, a nadwrażliwy umysł Piekarskiego chłonął je bezkrytycznie. Całości planu królobójstwa dopełniły urojenia, które zaczął miewać – śnił mu się anioł nakazujący zabić Zygmunta III Wazę.

Ogarnięty myślą o zemście szlachcic nie działał pod wpływem emocji – przez 6 lat przygotowywał się do zamachu, pielgrzymował do Częstochowy i pościł w tej intencji. Okazją do spotkania z królem było zwołanie sejmu w 1620 r., na który przyjechał ze szwagrem Erazmem Domaszewskim.

 

Jan Brożek, wybitny matematyk i astronom, rektor Akademii Krakowskiej, przewidział, że jesienią 1620 r. (w czasie obrad sejmu) nad królem pojawi się nieszczęśliwa gwiazda. Przebywał wtedy w Padwie, ale niezwłocznie napisał list, który polecił dostarczyć bezpośrednio do rąk monarchy. Radził w nim, aby we wskazanym dniu powstrzymał się od wystąpień publicznych i najlepiej nie opuszczał zamku. Jednak korespondencja dotarła do króla post factum – niemniej Zygmunt III docenił troskliwość uczonego, odmawiając jednak stanowczo podporządkowaniu się jakimkolwiek astrologicznym wytycznym.

 

Zły środek

W niedzielę 15 listopada około godz. 9, król Zygmunt III Waza wraz ze świtą spieszył do sąsiadującej z królewską rezydencją kolegiaty (dzisiejszej archikatedry) św. Jana. Tak zamach opisał Albrycht Radziwiłł, który owego feralnego dnia towarzyszył królowej Konstancji w drodze do kościoła: „Upatrzywszy porę kiedy Król (…) do kościoła wchodził, ukrył się z czekanem za drzwiami. (…) gdy w przedsionku zajęli się czytaniem przybitego ogłoszenia, zbrodniarz (…) uderzył króla, który krzyknął: «O święta Trójco!». Wysoka czapka marmurkami podszyta, głowę królewską ochroniła; lecz zabójca, gdy żelazo z rękojeści wypadło, powtórnie uderzył nią króla w twarz i skronie. (…) Król zaś jęcząc, upadł na ziemię krwią zbroczony. (…) Marszałek Opaliński tak zręcznie w głowę go (Piekarskiego – przyp. red.) trafił, iż krew popłynęła. Królewiec także Władysław dobywszy miecza ranił zdrajcę, ktoś przebiegłszy ciął go w nogę”.

Zamachowca pochwycono i uwięziono, a jego czyn poddano pod ocenę sądu sejmowego, który stanowił najwyższy w hierarchii typ sądu centralnego. Przewodniczył mu król podczas posiedzeń sejmowych, jednak sprawy o obrazę majestatu były rozpatrywane bez udziału monarchy – orzekali w nich senatorowie i ośmiu deputowanych z koła poselskiego pod przewodnictwem marszałka koronnego, który odczytywał wyrok w obecności suwerena (konstytucja sejmowa z 1588 r. odbierała królowi prawo do samodzielnego rozstrzygania przed sądem sejmowym).

Michała Piekarskiego oskarżono o obrazę majestatu królewskiego – crimen laesae maiestatis. Proces trwał 2 tygodnie. Gdy Albrycht Radziwiłł odwiedził oskarżonego w celi, usłyszał go szepczącego: „Szukajcie pierwszego królestwa, a wszystkie do was należeć będą”. Na tej podstawie wysnuto wniosek, że szlachcic mówi od rzeczy i jest rzeczywiście obłąkany. Dziś oczywistą wydaje się analogia tych słów do cytatu z ewangelii: „Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6, 33-34), co w połączeniu z wizjami, których doznawał, zdaje się potwierdzać teorię o psychozie. Piekarskiego poddano torturom, aby wymusić na nim informację o ewentualnych innych mocodawcach zamachu. Jednak „(…) nie wyznał nic ani na torturach ani przypalany ogniem, aż kat opadł już z sił od doświadczania go wciąż nowymi karami. Jedynie coś bredził i dzielił się wytworami chorego umysłu”.

 

Dziesięć lat wcześniej, 14 maja 1610 r., zamachowiec śmiertelnie ugodził nożem króla Henryka IV, przejeżdżającego ulicami Paryża na spotkanie z księciem de Sully. Na skrzyżowaniu ulic Saint-Honoré i de la Ferronerie do królewskiej karety podbiegł François Ravaillac. Wskoczył na jej stopień i kilkukrotnie ugodził króla w szyję, zabijając go na miejscu. Straż miała go pochwycić natychmiast po pierwszych, celnych uderzeniach i uratować przed samosądem.

 

Tragiczny koniec

Wyrok, który zapadł, mógł być tylko jeden: kwalifikowana (czyli połączona z wieloma torturami) kara śmierci. Najpierw Piekarskiego skazano na infamię, czyli utratę godności, swobód i przywilejów przynależnych stanowi. Dopiero teraz sąd mógł zasądzić kolejne kary, których nie można było nałożyć na szlachcica w pełni praw. Utratę czci przesunięto również na potomków Piekarskiego w linii prostej (których nie posiadał), dołożono konfiskatę majątku (którego nie posiadał, a o którego zwrot przecież nieskutecznie zabiegał). Ponieważ sąd sejmowy nie był w stanie ustalić kary odpowiadającej rozmiarowi zbrodni, sprawę przekazano marszałkowi wielkiemu koronnemu. Ten posłużył się doświadczeniami Jakuba Sobieskiego, wojewody lubelskiego, który dekadę wcześniej uczestniczył w kaźni Françoisa Ravaillaca, zabójcy króla Henryka IV. Piekarski musiał zginąć tak, aby zaświadczyć, że w Polsce nie ma tolerancji dla nieszanujących godności osoby królewskiej.

Do dziś zachował się oryginalny wyrok wydany na Michała Piekarskiego: „Naprzód z miejsca więzienia, w którym zostaje, wyprowadzony będzie przez kata i jego oprawców i, mając skrępowane ręce i nogi, wsadzony na wózek do tego sporządzony, po czym przywiązany tak zostanie, aby postać siedzącego zachował. (…) W miejscach wyznaczonych, obnażonego czterema rozpalonymi szczypcami oprawcy szarpać będą. Gdy na miejscu kary stanie (…) kat ów czekan żelazny, którym na Najjaśniejszego Króla JMci targnął się, do ręki pierwej włożony i z nim razem rękę (…) nad płomieniem ognia siarczystego palić będzie. Dopiero gdy w pół dobrze przepalona będzie, mieczem odetnie, toż i z lewą ręką, bez przypalania jednak, uczyni. Po czym czterema końmi ciało na cztery części roztargane będzie, a obrzydłe trupa ćwierci na proch na stosie drew spalone zostaną. Na koniec, proch w działo nabity, wystrzał po powietrzu rozproszy”.

Egzekucja odbyła się 27 listopada 1620 r. „(…) teatrum było zbudowane, na które z nimi wszedłszy oprawcy pod ręce na zad zawiązane posadzili dyminicę z ogniem, siarki weń nasypawszy, palili je mieszkami dymając; potem zszedłszy z nim z góry, te cztery konie wyprzągłszy z wozu, poprzywiązywali postronki do rąk i nóg, chcąc go roztargnąć, ale iż temu dosyć nie mogli uczynić, nacinał kat siekierą, a (…) konie urwali mu nogę prawą. (…) targane członki włożyli na stos drew i spalili.” Niedoszły królobójca podczas procesu wyraził tylko żal z powodu jednej rzeczy – że cios zadany czekanem chybił. A zadawane mu męki traktował jako karę za niewypełnienie misji powierzonej mu przez anioła…

 


Autor: Oprac. Agnieszka Bogucka, na podst. książki Piotra Lewandowskiego „Zabić króla! Zamach Michała Piekarskiego na Zygmunta III Wazę”, Wprowadzenie: Iwona Dybowska oryginalny tytuł "Obraza majestatu".

Wszystkie cytaty użyte w tekście pochodzą z książki Piotra Lewandowskiego „Zabić króla! Zamach Michała Piekarskiego na Zygmunta III Wazę”, Mazowieckie Centrum Kultury i Sztuki, Warszawa 2012.

Materiał opublikowany dzięki uprzejmości Urzędu Marszałkowskiego. Rubryka „Czy wiesz, że” pisma Samorządu Województwa Mazowieckiego pt. „Kronika Mazowiecka” http://www.mazovia.pl/wydawnictwa/kronika-mazowiecka/  

 


[1] Urzędnik, który zarządzał dobrami królewskimi i zajmował się pobieraniem opłat.