Trująca kasztelanka

Mazowsze było łakomym kąskiem dla polskich władców, a król Zygmunt Stary marzył o jego inkorporacji do Korony.

 

Gdy w 1503 r. umarł Konrad III Rudy, władzę regencką nad księstwem mazowieckim objęła wdowa, księżna Anna. Sprawowała władzę w imieniu starszego syna, który w przyszłości miał zastąpić ojca na mazowieckim tronie. Obydwaj chłopcy byli jeszcze małymi dziećmi; w roku śmierci ojca, starszy z nich – Stanisław – miał 3 lata, młodszy – Janusz – był rocznym niemowlęciem (dwie starsze córki pary – Zofia i Anna – nie były brane pod uwagę w sukcesji). Regencja matki trwała do 1518 r., pomimo że obydwaj synowie osiągnęli już wcześniej pełnoletniość. Pod naciskami mazowieckiej szlachty, zdecydowała się na przekazanie władzy w ręce Stanisława, jednak realnie – aż do swojej śmierci 4 lata później – wciąż miała duży wpływ na politykę księstwa. Młody władca nie wiódł życia ascety – wręcz przeciwnie: nie stronił od alkoholu i kobiet. A że dodatkowo był silny, mężny i pogodnego usposobienia – korzystał z przywilejów wieku i pozycji. Kres tej sielance położyła jego nagła śmierć w 24. roku życia. Pewnie nikt nie dopatrywałby się w tym niczego podejrzanego, gdyby nie fakt, że 2 lata później jego młodszy brat – liczący wtedy również 24 lata – przeniósł się na tamten świat. I tu zaczęły się komplikacje, bo obydwaj książęta zmarli bezżennie i bezpotomnie, a co za tym idzie, wraz z ich śmiercią wygasła męska linia Piastów mazowieckich.

 

Jak w wierszu Congreve’a

Właściwym dla średniowiecza wytłumaczeniem takiego podejrzanego zbiegu okoliczności była działalność osób trzecich – w tym przypadku: truciciela. Rozpoczęto śledztwo. Podejrzenie padło na dwórkę starej księżnej, wojewodziankę płocką Katarzynę Radziejowską. Panna była ambitna i planowała swoją przyszłość u boku księcia, wszystko jedno którego. Najpierw próbowała rozkochać w sobie Stanisława, ale stanowcza interwencja księżnej-matki położyła kres tym zabiegom. Dziewczyna została usunięta z fraucymeru[1] i wróciła do swoich rodzinnych Radziejowic. Tam w odwiedziny zaczął przyjeżdżać młodszy z braci – Janusz. Jednak Katarzyna nie chciała być bratową panującego księcia, a taka pozycja „groziła” jej w przypadku, gdyby ślub z młodszym księciem doszedł do skutku. Pierwszeństwo do tronu miał Stanisław i to on stał na drodze wielkiego finału, jakim byłby dla wojewodzianki tytuł księżnej mazowieckiej. I traf chciał, że niedługo potem młody władca Mazowsza zmarł, po krótkiej i gwałtownej chorobie. Pewnie byłby to kres historii z cyklu „po trupach do celu”, w jakie przecież tamte czasy obfitowały. Ale życie pisze swoje scenariusze – Janusz nie spieszył się z oświadczynami, a po jakimś czasie zupełnie stracił zainteresowanie piękną szlachcianką. Tego było za wiele. Wojewodzianka zdecydowała, że młody książę musi zostać ukarany za poniżenie, jakiego doznała. Wspólnie ze szlachcianką Kliszewską opracowały plan otrucia niewiernego kochanka – trucizna została dodana do napoju i podana w czasie uczty. Dziesiątego marca 1526 r. męska linia mazowieckich Piastów wygasła, a 24 grudnia 1529 r. sejm ogłosił inkorporację Mazowsza do Królestwa Polskiego.

 

„Nie ma większego gniewu

w niebie niż miłość

w nienawiść zmieniona

I większej furii w piekle niż

kobieta wzgardzona”

 

                                                                        William Congreve

                                                                        „The Mourning Bride”(1697)

 

 

Stosu żar

Podejrzenia od razu skierowano na Radziejowską. Jednak była ona wojewodzianką płocką, a Jędrzej Radziejowski miał zbyt wysokie wpływy, aby można było oficjalnie postawić jego córkę w stan oskarżenia. Król Zygmunt Stary zarządził śledztwo, aby wyjaśnić sprawę i – prawdopodobnie – oczyścić możny ród z piętna księciobójców oraz odsunąć podejrzenia od własnej osoby. Szeptano, że inspiratorką młodej trucicielki mogła być sama królowa Bona. Wkrótce potem aresztowano pannę Kliczkowską wraz z jej rzekomą pomocnicą. Obydwie przyznały się (sale tortur „oferowały” wtedy wiele środków „przywracających pamięć”) do zabójstwa młodych książąt, a dodatkowo do wielu innych zakazanych praktyk. Kara była straszna: stos. Kobiety konały w męczarniach przez blisko 4 godziny… Tragiczne wydarzenia, które miały miejsce ponad 500 lat temu, wciąż stanowią zagadkę dla historyków. Jan Długosz twierdził, że bracia zmarli w wyniku choroby, która nękała całą tutejszą gałąź Piastów – gruźlicy. Kronikarz i dworzanin książąt mazowieckich Marcin Bielski uważał, że śmierć była następstwem hulaszczego trybu życia. Inni jedynie wykluczają otrucie, co i tak podważa wiarygodność historii o mściwej wojewodziance.

 


[1]Dawne określenie grupy dam dworu towarzyszących królowej, a także tej części pałacu, gdzie mieściły się ich pokoje (niem. Frauenzimmer – pokój kobiet).


Autor: oprac. Agnieszka Bogucka, Wprowadzenie: Iwona Dybowska / Materiał opublikowany dzięki uprzejmości Urzędu Marszałkowskiego. Rubryka „Czy wiesz, że” pisma Samorządu Województwa Mazowieckiego pt. „Kronika Mazowiecka” http://www.mazovia.pl/wydawnictwa/kronika-mazowiecka/